Kolejny następca notebooka

Jeszcze nie tak dawno laptopy – lub, jak kto woli, notebooki – były szczytem marzeń wielu osób. Relatywnie mały, elegancki i wygodny zamiast dużego, niezbyt efektownego pudła i wielkiego monitora na biurku. Kiedy coraz więcej osób zaczęło jednak dostrzegać wady przenośnych stacji pracy (takich jak waga, krótki czas pracy na baterii czy bardziej prozaiczne – możliwość kradzieży czy łatwego uszkodzenia), producenci wyszli naprzeciw z netbookami. Komputery te są dużo mniejsze (niektórzy noszą je w kieszeni bojówek), mniej wydajne ale i mniej wymagające (mało prądu równa się dłuższy czas życia baterii), lekkie i atrakcyjne wizualnie (różna obudowy, nierzadko kolorowe, a także możliwość stosowania zmywalnych naklejek itd.), z niską ceną. Ale i to przejadło się konsumentom. Teraz producenci wyszli z nowym pomysłem, który zaciekawił szczególnie fanów amerykańskiego koncernu Google. Powstają pierwsze komputerki (jedenastocalowe wyświetlacze, procesory taktowane zegarem jednego gigaherca i dwa gigabajty pamięci RAM to dziś nie jest pełnoprawny komputer) oparte o system… Google Chrome OS, czyli taki, który swój początek miał w przeglądarce internetowej Google Chrome. Działa on podobnie jak przeglądarka i jego najważniejszym zadaniem jest współpraca z aplikacjami internetowymi od Google’a. Idealnie nadaje się do pracy, ponieważ obsługuje cały pakiet biurowy Google, czyli m.in. edytor tekstu i arkusz kalkulacyjny.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.