Redefinicja słowa „tablet”

Kilka lat temu słowo „tablet” nie mówiło nikomu wiele. Jedynie niektórym grafikom coś świtało. Było to urządzenie podobne do myszki z podkładką. Miało tzw. ekran rysujący i dołączone piórko (wyglądające przeważnie jak drogi długopis). Stosowało się to do tworzenia zaawansowanych obrazów, malowania czy rysunków technicznych. Wszystko jednak odbywało się na ekranie komputera. Tablety z wyświetlaczami były bardzo drogie i trudnodostępne. Do niedawna. iPad to młodszy brat iPhone’a. Prawie dziesięciocalowy ekran dotykowy czyni z niego produkt za duży na telefon komórkowy, ale jeszcze za mały na komputer. Jest to idealne rozwiązanie dla osób, które nie chcą taszczyć ze sobą notebooka ani netbooka tylko po to, by poczytać książkę elektroniczną (np. kupioną w formie PDF), przeglądać Internet mobilny (w hotspotach, przez sieć telefoniczną itd.) czy nawet popisać. Do tego można słuchać tu muzyki, oglądać filmy i seriale. Całość działa w oparciu o zmodyfikowany specjalnie na tę okazję system Appe Mac OS X 5. Dzięki procesorowi o taktowaniu jednego gigaherca wydajność nawet w plikach wideo o wysokiej rozdzielczości nie powinna być niska. Początek sprzętu był sukcesem. Konsumenci (nie tylko zwolennicy Apple biorący wszystko, co Jobs serwował) pokochali połączenie czytnika książek typu Kindle i telefonu iPhone okraszonego dużym, wygodnym wyświetlaczem. iPad doczekał się kolejnej wersji z większym wyświetlaczem typu LED, lepszym procesorem i większą ilością RAM.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.